*Rozdział I*
Dziś czwartek, mój ulubiony dzień
tygodnia. Pogoda jest piękna, idealna na piknik w parku, ale dziewczyny
ostatnio wgl nie mają na nic czasu :'( Jest wiosna, zaczyna się sezon na
robienie zdjęć w plenerze, więc Nat praktycznie przez cały czas nie ma w domu.
Jess zapisała się na kosza, ciągle ma jakiej treningi i mecze. Wczoraj
pojechała na drugi koniec Anglii, wróci dopiero za jakieś 2 dni :'( Ja dopiero
do pracy idę za tydzień, bo mam urlop. Na razie w moim życiu nie ma nic
ciekawego, no może oprócz tego, że Nat kupiła sobie jakiś czas temu kota,
którego nazwała Mike. Jest taki kochany (mówię to sarkastycznie), że właśnie
tarza się na mojej nowej sofie.! Nie za bardzo przepadam za kotami, wolę psy,
ale mniejsza o to.
*Dzwoni telefon*
-Halo?- pytam
-Hej, słuchaj będę w domu za jakieś 15
min. Muszę wejść jeszcze do sklepu. Kupić ci coś?- to była Nat.
-A możesz kupić nową sofę?- zapytałam
śmiejąc się.
-Po co ci nowa sofa?!- Nat zdziwiła się
trochę.
-Nie no żartuje, ale tak na serio to twój
kochany kotek właśnie wytarzał się na tej nowej, co kupiłam ją tydzień temu-
zaśmiałam się.
-Przepraszam cię za Mike’a, to kupić ci
coś w końcu?- zapytała zakłopotana
- możesz kupić mi trochę marchewek-
kocham marchewki, więc gdyby się skończyły skoczyłabym chyba za okno. Nat znała
mnie już od dawna i wiedziała, że dla mnie trochę to dla innych ze 2,3 kg ;).
Jestem od niej można by powiedzieć uzależniona ;>
-ok. coś jeszcze?-spytała.
-nie, dzięki- zależało mi tylko na moich
marchewkach.
-dobra to zaraz będę. Pa- powiedziała
szybko, najwidoczniej wchodziła już do sklepu.
- Pa. Tylko się pośpiesz ;)- zaśmiałam
się
-Ok postaram się. Pa- powiedziała i
rozłączyła się.
*Koniec Rozmowy*
- Hej :D-z wielkim uśmiechem do domu weszła Nat
- Siemka! Mam nadzieję, że masz
marchewki.- zapytałam prawie krzycząc.
-No pewnie bierz!- zaśmiała się Nat
- a tak wgl to z czego ty się tak
cieszysz?- zapytałam zapychając się marchewką.
- W radiu mówili, ze za tydzień będzie
wystawa kotów, do wygrania 5000 funtów. Mam zamiar zgłosić Mike’a- mówiła z
wielkim podekscytowaniem.
- Myślę, że ma szansę na wygraną, chociaż
wiesz, że musisz go jeszcze trochę „dotresować”- nie będę kłamać.
-Zaraz poszukam w necie najlepszych
„salonów urody dla kotów”- powiedziała i po chwilę zaczęła googlować.
Było już późno poszłam się umyć i
położyłam się spać. Byłam bardzo zmęczona, więc zaraz usnęłam.
Obudziłam się koło 7:30. Jess była już w
domu. Jak zwykle siedziała na necie i szukała nowych informacji o One
Direction. Ona bez nich nie umie wytrzymać nawet godziny przez cały czas coś o
nich czyta, słucha piosenek, ogląda zdjęcia itd., itp. Ja też ich lubię, ale
bez przesady! Podeszłam do niej, okazało się, że jednak wygrały mecz. Strasznie
się ucieszyłam. Pogadałyśmy jeszcze przy kawie. Jess zaczęła robić śniadanie, a
ja poszłam się ubrać. Założyłam czarny T-shirt, kolorową koszulę w kratę, białe
rurki i czarne conversy. Włosy wyprostowałam. Zeszłam do Jess na śniadanie,
zrobiła omlet, mniam. Dopiero wtedy do pokoju weszła Nat. Szczerze, wyglądała
jak potwór. Przez całą noc czekała na Jess, bo była tak podekscytowana tym, że
Mike będzie na wystawie. Nie mogła przez to usnąć. Musiała się „wygadać” Jess,
która przyszła dopiero koło 3 nad ranem. Jedząc śniadanie z dziewczynami
dowiedziałam się smutnej prawdy: Jess „zaraziła” Nat One Direction Infection.
Myślałam, że gorzej już być nie może, dwie zwariowane fanki pod jednym dachem!
Zjadłam omlet i poszłam na taras poczytać. Nagle usłyszałam, że dziewczyny się
o coś kłócą. Poszłam do nich zapytać się o co kaman. Zaczęły wchodzić jedna
druga w zdanie. Powiedziałam Nat, żaby ona zaczęła.
-Chodzi o chłopaka z One Direction dla
ciebie- załamałam się.
- Nat mówi, że Niall jest dla ciebie
idealny, ponieważ jesteś cukiernikiem i świetnie gotujesz, gdybyś z nim była
byłby w raju- ja się z tym nie zgadzam. Louis jest idealnym chłopakiem dla
ciebie. Oboje macie świra na punkcie marchewki i oboje jesteście naprawdę zwariowani.
Wręcz jesteście dla siebie stworzeni!- wtrąciła się Jess
- dziewczyny! Uspokójcie się. Siadajcie
przy stole, ukroję ciasta- próbowałam je uspokoić, bo już nie mogłam znieść ich
krzyku. Więc usiadłyśmy
- wybierz sama, bo muszę jakoś uświadomić
Jess, że to ja mam rację- zaczęła Nat
-właśnie wybierz sama, ale to żeby Nat uświadomiła
sobie, że to ja mam rację- zdenerwowana prawie krzyknęła Jess. Zaczęły znowu
się kłócić. Nie miałam już siły ich uspokajać, więc wyszłam do swojego pokoju,
a one i tak nie zauważyły, że mnie nie ma.
Zaczęłam rozmyślać nad ich pytaniem.
Powiem szczerze, że nie umiałam się zdecydować. Jestem ich fanką, ale nie tak
szaloną jak one. Jeszcze tak a prawdę nad nimi nigdy nie myślałam. W końcu
odpuściłam sobie tego całego rozmyślania i wybrałam się na centrum zrobić
jakiej zakupy. Nat i Jess ciągle się kłóciły. Miałam nadzieję, że jak wrócę
będzie już święta cisza. Nagle zadzwonił do mnie telefon. Był to mój szef.
Poprosił mnie, abym przyszła w poniedziałek do pracy. Nie miałam innego wyjścia,
musiałam się zgodzić. Doskonale wiedziałam, że Nat idzie w ten dzień na
wystawę. Chciałam iść z nią, ale niestety. Poszłam do moich ulubionych sklepów
z ubraniami, a potem do hipermarketu. Kupiłam najpotrzebniejsze rzeczy.
*kilka godzin później*
Wróciłam do domu, dziewczyny na szczęście
się już nie kłóciły. Pokazałam im nowe rzeczy, które dzisiaj kupiłam, czarne
szpilki z ćwiekami na pięcie. (chociaż przeważnie chodzę w trampkach i
tenisówkach;) ) kupiłam też białe krótkie spodenki, jasnoróżową bokserkę w
białe paski i jasną kurtkę jeansową. Fakt, zapłaciłam za to kupę kasy, ale
warto było.
*poniedziałek*
Rano obudziłam się koło 6:30, do pracy
mam na 8:00. Na komodzie zauważyłam liścik.
„Poszłam kupić sobie strój na tańce. Jadę
na centrum. Zajęcia mam od 9:00 Jess”
Mówiła mi kiedyś, że ma się zapisać do jakiejś szkoły tańca, ale szczerze
mówiąc nie wiedziałam, że to dziś… Wystawa Mike’a i Nat ma rozpocząć się o
12:30, ale teraz „upiększają się” w salonach piękności.
-dobra! Czas do pracy.- uśmiechnęłam się
sama do siebie pod nosem. Ubrałam czarne rurki, białą koszulę, granatową
marynarkę w białe paski i granatowe botki. Włosy spięłam w koka. Makijażu
specjalnego sobie nie robiłam, bo w końcu idę do pracy. Nim się obejrzałam
byłam już na miejscu. Był dzień otwarty. Na dworze przed wejściem było specjale
stoisko ze wszystkimi rzeczami potrzebnymi do zrobienia ciastek. Każdy
podchodził i mówił jakie ciastka by chciał. Kolejka była bardzo duża, a
stanowisk tylko 2. Nagle w kolejce do mnie zauważyłam…
fajne, fajne, fajne :) *.*
OdpowiedzUsuńteż piszę opowiadanie :)
wpadnij,jak chcesz..
eefiil.blogspot.com/