sobota, 13 kwietnia 2013

Rozdział I


*Rozdział I*
Dziś czwartek, mój ulubiony dzień tygodnia. Pogoda jest piękna, idealna na piknik w parku, ale dziewczyny ostatnio wgl nie mają na nic czasu :'( Jest wiosna, zaczyna się sezon na robienie zdjęć w plenerze, więc Nat praktycznie przez cały czas nie ma w domu. Jess zapisała się na kosza, ciągle ma jakiej treningi i mecze. Wczoraj pojechała na drugi koniec Anglii, wróci dopiero za jakieś 2 dni :'( Ja dopiero do pracy idę za tydzień, bo mam urlop. Na razie w moim życiu nie ma nic ciekawego, no może oprócz tego, że Nat kupiła sobie jakiś czas temu kota, którego nazwała Mike. Jest taki kochany (mówię to sarkastycznie), że właśnie tarza się na mojej nowej sofie.! Nie za bardzo przepadam za kotami, wolę psy, ale mniejsza o to.
*Dzwoni telefon*
-Halo?- pytam
-Hej, słuchaj będę w domu za jakieś 15 min. Muszę wejść jeszcze do sklepu. Kupić ci coś?- to była Nat.
-A możesz kupić nową sofę?- zapytałam śmiejąc się.
-Po co ci nowa sofa?!- Nat zdziwiła się trochę.
-Nie no żartuje, ale tak na serio to twój kochany kotek właśnie wytarzał się na tej nowej, co kupiłam ją tydzień temu- zaśmiałam się.
-Przepraszam cię za Mike’a, to kupić ci coś w końcu?- zapytała zakłopotana
- możesz kupić mi trochę marchewek- kocham marchewki, więc gdyby się skończyły skoczyłabym chyba za okno. Nat znała mnie już od dawna i wiedziała, że dla mnie trochę to dla innych ze 2,3 kg ;). Jestem od niej można by powiedzieć uzależniona ;>
-ok. coś jeszcze?-spytała.
-nie, dzięki- zależało mi tylko na moich marchewkach.
-dobra to zaraz będę. Pa- powiedziała szybko, najwidoczniej wchodziła już do sklepu.
- Pa. Tylko się pośpiesz ;)- zaśmiałam się
-Ok postaram się. Pa- powiedziała i rozłączyła się.
*Koniec Rozmowy*
- Hej :D-z wielkim uśmiechem do domu weszła Nat
- Siemka! Mam nadzieję, że masz marchewki.- zapytałam prawie krzycząc.
-No pewnie bierz!- zaśmiała się Nat
- a tak wgl to z czego ty się tak cieszysz?- zapytałam zapychając się marchewką.
- W radiu mówili, ze za tydzień będzie wystawa kotów, do wygrania 5000 funtów. Mam zamiar zgłosić Mike’a- mówiła z wielkim podekscytowaniem.
- Myślę, że ma szansę na wygraną, chociaż wiesz, że musisz go jeszcze trochę „dotresować”- nie będę kłamać.
-Zaraz poszukam w necie najlepszych „salonów urody dla kotów”- powiedziała i po chwilę zaczęła googlować.
Było już późno poszłam się umyć i położyłam się spać. Byłam bardzo zmęczona, więc zaraz usnęłam.
Obudziłam się koło 7:30. Jess była już w domu. Jak zwykle siedziała na necie i szukała nowych informacji o One Direction. Ona bez nich nie umie wytrzymać nawet godziny przez cały czas coś o nich czyta, słucha piosenek, ogląda zdjęcia itd., itp. Ja też ich lubię, ale bez przesady! Podeszłam do niej, okazało się, że jednak wygrały mecz. Strasznie się ucieszyłam. Pogadałyśmy jeszcze przy kawie. Jess zaczęła robić śniadanie, a ja poszłam się ubrać. Założyłam czarny T-shirt, kolorową koszulę w kratę, białe rurki i czarne conversy. Włosy wyprostowałam. Zeszłam do Jess na śniadanie, zrobiła omlet, mniam. Dopiero wtedy do pokoju weszła Nat. Szczerze, wyglądała jak potwór. Przez całą noc czekała na Jess, bo była tak podekscytowana tym, że Mike będzie na wystawie. Nie mogła przez to usnąć. Musiała się „wygadać” Jess, która przyszła dopiero koło 3 nad ranem. Jedząc śniadanie z dziewczynami dowiedziałam się smutnej prawdy: Jess „zaraziła” Nat One Direction Infection. Myślałam, że gorzej już być nie może, dwie zwariowane fanki pod jednym dachem! Zjadłam omlet i poszłam na taras poczytać. Nagle usłyszałam, że dziewczyny się o coś kłócą. Poszłam do nich zapytać się o co kaman. Zaczęły wchodzić jedna druga w zdanie. Powiedziałam Nat, żaby ona zaczęła.
-Chodzi o chłopaka z One Direction dla ciebie- załamałam się.
- Nat mówi, że Niall jest dla ciebie idealny, ponieważ jesteś cukiernikiem i świetnie gotujesz, gdybyś z nim była byłby w raju- ja się z tym nie zgadzam. Louis jest idealnym chłopakiem dla ciebie. Oboje macie świra na punkcie marchewki i oboje jesteście naprawdę zwariowani. Wręcz jesteście dla siebie stworzeni!- wtrąciła się Jess 
- dziewczyny! Uspokójcie się. Siadajcie przy stole, ukroję ciasta- próbowałam je uspokoić, bo już nie mogłam znieść ich krzyku. Więc usiadłyśmy
- wybierz sama, bo muszę jakoś uświadomić Jess, że to ja mam rację- zaczęła Nat
-właśnie wybierz sama, ale to żeby Nat uświadomiła sobie, że to ja mam rację- zdenerwowana prawie krzyknęła Jess. Zaczęły znowu się kłócić. Nie miałam już siły ich uspokajać, więc wyszłam do swojego pokoju, a one i tak nie zauważyły, że mnie nie ma.
Zaczęłam rozmyślać nad ich pytaniem. Powiem szczerze, że nie umiałam się zdecydować. Jestem ich fanką, ale nie tak szaloną jak one. Jeszcze tak a prawdę nad nimi nigdy nie myślałam. W końcu odpuściłam sobie tego całego rozmyślania i wybrałam się na centrum zrobić jakiej zakupy. Nat i Jess ciągle się kłóciły. Miałam nadzieję, że jak wrócę będzie już święta cisza. Nagle zadzwonił do mnie telefon. Był to mój szef. Poprosił mnie, abym przyszła w poniedziałek do pracy. Nie miałam innego wyjścia, musiałam się zgodzić. Doskonale wiedziałam, że Nat idzie w ten dzień na wystawę. Chciałam iść z nią, ale niestety. Poszłam do moich ulubionych sklepów z ubraniami, a potem do hipermarketu. Kupiłam najpotrzebniejsze rzeczy.
*kilka godzin później*
Wróciłam do domu, dziewczyny na szczęście się już nie kłóciły. Pokazałam im nowe rzeczy, które dzisiaj kupiłam, czarne szpilki z ćwiekami na pięcie. (chociaż przeważnie chodzę w trampkach i tenisówkach;) ) kupiłam też białe krótkie spodenki, jasnoróżową bokserkę w białe paski i jasną kurtkę jeansową. Fakt, zapłaciłam za to kupę kasy, ale warto było.
*poniedziałek*
Rano obudziłam się koło 6:30, do pracy mam na 8:00. Na komodzie zauważyłam liścik.
„Poszłam kupić sobie strój na tańce. Jadę na centrum. Zajęcia mam od 9:00   Jess” 
Mówiła mi kiedyś, że ma się zapisać do jakiejś szkoły tańca, ale szczerze mówiąc nie wiedziałam, że to dziś… Wystawa Mike’a i Nat ma rozpocząć się o 12:30, ale teraz „upiększają się” w salonach piękności.
-dobra! Czas do pracy.- uśmiechnęłam się sama do siebie pod nosem. Ubrałam czarne rurki, białą koszulę, granatową marynarkę w białe paski i granatowe botki. Włosy spięłam w koka. Makijażu specjalnego sobie nie robiłam, bo w końcu idę do pracy. Nim się obejrzałam byłam już na miejscu. Był dzień otwarty. Na dworze przed wejściem było specjale stoisko ze wszystkimi rzeczami potrzebnymi do zrobienia ciastek. Każdy podchodził i mówił jakie ciastka by chciał. Kolejka była bardzo duża, a stanowisk tylko 2. Nagle w kolejce do mnie zauważyłam…









1 komentarz:

  1. fajne, fajne, fajne :) *.*

    też piszę opowiadanie :)
    wpadnij,jak chcesz..
    eefiil.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń